Lakier do paznokci od CR Cairuo z serii Focus Glitter - czerń z dodatkiem srebrnego brokatu, nr 06.

Lakier do paznokci od CR Cairuo z serii Focus Glitter - czerń z dodatkiem srebrnego brokatu, nr 06.

Hej! Hybrydy to ostatnio najczęściej wybierana forma manicure, dlatego zapewne spora część kobiet rzadko używa zwykłe lakiery do paznokci (o ile w ogóle to robi). Ja akurat sięgam tylko po zwyklaczki, gdyż hybrydy nie są dla mnie - jestem zbyt niecierpliwa, żeby poświęcać kilka godzin na ich robienie. 😂 Przez ostatnie lata używałam głównie samych jasnych odcieni, ale ostatnio zaczęły mi się znów bardziej podobać te ciemne.
Na lakier o numerze 06, z serii Focus Glitter, marki CR Cairuo, wpadłam przez przypadek. Dorwałam go w chińczyku za jedyne 2 zł, a tak niska cena raczej nie zapowiadała niczego 'wow', jednak kolor tak ładnie wyglądał na wzorniku, że musiałam go wziąć i przetestować na własnych paznokciach.


Lakier ma mega wygodny pędzelek, dzięki któremu w łatwy sposób pokrywa się dokładnie całą płytkę paznokcia. Zawsze sprawiało mi to problem, a tu wręcz nie muszę się nawet jakoś bardzo starać! Konsystencja jest idealna - na tyle płynna, że szybko się rozprowadza i na tyle gęsta, że bez problemu można kontrolować by nie nałożyć zbyt dużo lakieru i by nie spływał poza płytkę. Jedna warstwa jest już dobrze widoczna i wygląda ładnie, ale pozostawia lekkie prześwity, za to dwie zapewniają całkowite krycie. Czerń jest głęboka, a brokat pięknie połyskuje. Wygląda to przecudnie na paznokciach! 🖤
Lakier schnie jakieś pół minuty. Trwałość oceniam bardzo dobrze. Po 3-4 dniach lakier delikatnie zaczyna się ścierać na czubkach paznokci, ale poza tym nie dzieje się z nim nic niefajnego do czasu aż go zmyję, a zazwyczaj robię to po tygodniu. Czasami zabezpieczam go bezbarwnym lakierem, a wtedy nic się nie ściera.


Buteleczka ma pojemność 18ml. Przez 5 miesięcy otwierałam ją wielokrotnie i nie zauważyłam by konsystencja się zmieniła. Kolejnym plusem jest to, że lakier nie śmierdzi - tzn. pachnie jak typowy lakier, ale nie jest to jakiś dziwny i nieprzyjemny zapach, jak to często bywa w takich tanioszkach. Jak widać nie zawsze to co tanie, jest słabe. Przed tym lakierem wypróbowałam wiele innych czarnych kolorów (znanych marek, droższych wielokrotnie) i żaden mi nie podpasował. Dla mnie ten od CR Cairuo to obecnie ideał! :) 
SuperStay Matte Ink od Maybelline - najtrwalsza drogeryjna pomadka?

SuperStay Matte Ink od Maybelline - najtrwalsza drogeryjna pomadka?

Hej! :) Należę do kobiet, które rzadko malują usta, bo osobiście lepiej się czuję z małą ilością makijażu i zazwyczaj ograniczam się tylko do użycia podkładu i zrobienia kresek na powiece, jednak gdy już najdzie mnie ochota na jakiś kolor na ustach, to używam pomadki lub szminki, która sprawi, że będę czuć się z nią w 100% komfortowo. Przez wiele lat szukałam swojego ideału, ale zazwyczaj nie odpowiadał mi do końca kolor, czy też słaba trwałość. Ważna przy wyborze pomadki była również cena. W związku z tym, że sięgałabym po nią tylko raz na jakiś czas, to nie chciałam wydawać nie wiadomo ile pieniędzy na kosmetyk, który większość czasu leży nieużywany, dlatego moje poszukiwania skupiały się na głównie na drogeryjnych produktach.
Na swój ideał trafiłam dzięki koleżance. Na moje urodziny dostałam właśnie od niej szminkę SuperStay Matte Ink od Maybelline, w odcieniu 15 Lover. Słyszałam o tych pomadkach wiele razy i to w większości same pozytywy, jednak nie mam pojęcia czemu sama po nią nie sięgnęłam. Co śmieszniejsze - nawet kupowałam wcześniej dokładnie tę samą pomadkę, ale też dla kogoś na urodziny. :D


SuperStay Matte Ink, marki Maybelline to pomadki, które dostaniemy w wielu drogeriach, zarówno stacjonarnych jak i internetowych. Można je dorwać już nawet od 13zł (najczęściej na promocji), także cena baaardzo niska. Czemu? Bo według mnie to najlepsza i najtrwalsza drogeryjna pomadka ever! :)
Do wyboru mamy kilkanaście kolorków, a ja tak jak już wspominałam mam odcień 15 Lover. Dla mnie jest to róż wpadający w kolor bordowy, ale nie znam się za bardzo na opisywaniu kolorów pomadek, więc może sobie odpuszczę pisanie czegokolwiek więcej w tym temacie. :D 

Pomadka zamknięta jest w eleganckim pojemniczku o pojemności 5ml. Kolor opakowania ma sugerować kolor pomadki i w przypadku 15 Lover różni się tylko minimalnie, bo na ustach jest delikatnie ciemniejszy. Nie jest to jednak wielka różnica, bo gdybym nie porównała opakowania przyłożonego do maźniętej tym kolorkiem skóry, to bym nie zauważyła tego wcale.





Konsystencja pomadki jest płynna, lecz delikatnie gęsta, przez co można mieć wrażenie, że przy aplikacji będzie się trochę mazać, ale nic bardziej mylnego, bo rozprowadza się ją na ustach bez najmniejszego problemu. Aplikator jest bardzo wygodny i precyzyjny w użyciu. Łatwo jest skorygować kształt ust, czy też dojechać do kącików bez obaw, że się za mocno wyjedzie poza kontur. Zawsze miałam problem z tym przy pomadkach i szminkach, że wyjeżdżałam za mocno, a potem musiałam poprawiać je kilka razy, przez co przestałam całkowicie po nie sięgać, jednak to cudeńko jest całkiem inne. Jednorazowo nabiera się odpowiednią ilość produktu i usta są dobrze pokryte już po jednym przeciągnięciu, bo pigmentacja pomadki jest bardzo dobra


Niestety po nałożeniu pomadka mocno się klei i trzeba poczekać kilka minut aż całkowicie zastygnie, więc najlepiej wtedy nic nie mówić i ogólnie nie ruszać ustami, bo to co jest na górnej wardze może się przylepić do dolnej i na odwrót, a wygląda to niefajnie, no i trzeba wtedy poprawiać, żeby nie było nierówności.. Ważne jest też to, żeby nie przesadzać z ilością, bo wtedy trzeba odczekać dłużej. Jest to jednak jedyny minus w pomadkach z tej serii.

Gdy pomadka już zastygnie to daje przepiękny efekt na ustach, aczkolwiek nie powiedziałabym, że jest to typowy mat, bo delikatnie się błyszczy. Jeśli chodzi o trwałość, to jest to zdecydowanie najtrwalsza pomadka jaką kiedykolwiek używałam! Wytrzyma niemal cały dzień i to bez poprawek, nawet po jedzeniu czy piciu. Tylko przy tłustym jedzeniu zjada się trochę od środka, jednak robi to równo i w sposób estetyczny. Ze zmyciem pomadki radzi sobie wyłącznie płyn dwufazowy lub olejek, bo zwykłe mleczko czy płyn nie dadzą rady.

Znacie pomadki z tej serii? Jesteście z nich zadowolone? A może macie innych ulubieńców? :)
Adoptowałam pandy wielkie z gór Qinling w Chinach! | Pomagaj z WWF

Adoptowałam pandy wielkie z gór Qinling w Chinach! | Pomagaj z WWF

Cześć!
Jak pewnie część z Was wie lub domyśla się po nazwie bloga 😜 - kocham pandy. 🐼 Od dziecka jestem zakochana w tych wspaniałych zwierzątkach! Jako mała dziewczynka marzyłam o tym, żeby mieć gromadkę pand i móc się nimi opiekować. Marzenia z dzieciństwa można realizować w każdym wieku i chociaż nie do końca miałam możliwość żeby wyglądało identycznie jak gdy to sobie wyobrażałam jako dziecko, to tak jak chciałam pomagać pandom i troszczyć się o nie, tak się stało - zaadoptowałam je za pośrednictwem organizacji WWF i zostałam oficjalnie opiekunką pand wielkich z gór Qinling w Chinach. 💖 Taki prezent zrobiłam sobie na moje 23 urodziny, więc 1,5 roku temu, jednak postanowiłam Wam opisać o co w tej całej adopcji chodzi, bo to super sprawa! 


WWF jest jedną z największych na świecie organizacji działających na rzecz ochrony środowiska naturalnego. Adopcja polega na wspieraniu organizacji WWF m.in. poprzez donacje, dzięki czemu w moim przypadku - pomagam chronić pandy wielkie zarówno teraz jak i w przyszłości. Mamy możliwość jednorazowej darowizny oraz comiesięcznej. Ja zdecydowałam się na drugą opcję, ponieważ chcę mieć cały czas wkład w pomoc, no i oprócz tego taka opcja pozwala na wpłaty niższych kwot co miesiąc, zamiast jednorazowo sporej sumy.
Obecnie liczba pand żyjących na wolności wynosi ok. 1860 osobników! To strasznie mało! Jeszcze do niedawna te cudowne zwierzątka były zagrożone wyginięciem. Na szczęście populacja pand wielkich powoli, lecz systematycznie rośnie, co pozwoliło obniżyć status ich gatunku z 'zagrożonego' na 'narażony na wyginięcie'! To wszystko dzięki wsparciu ludzi i pracy wspaniałych osób, które tymi pandami się opiekują! Mam nadzieję, że z każdym rokiem będzie coraz lepiej i przybędzie nam nowych osobników. 🐼

W paczuszce powitalnej otrzymałam maskotkę pandę wielką, trzy książeczki o pandach i WWF, trzy zakładki, naklejki z pandami oraz list z potwierdzeniem adopcji. Trzy razy w ciągu roku dostałam na mój adres 'magazyny' z newsami na temat zaadoptowanych przeze mnie pand. Są tam m.in. informacje o tym w jaki sposób dokładnie pomagam organizacji WWF, ciekawostki o moich pandach, opisane ich zachowania, zdjęcia z kamer, wywiady z opiekunami. Oprócz tego kilka razy w miesiącu przychodzą do mnie maile od WWF z informacjami na temat ich działań. Koniecznie muszę dodać, że adoptowałam pandy w czasie gdy mieszkałam w Anglii, więc na angielskiej stronie WWF. Na polskiej nie ma możliwości wyboru pand wielkich, ale za to jest wiele innych cudownych zwierzątek, które potrzebują naszej pomocy! :)




Jeśli macie ochotę wspierać WWF i również adoptować wybrane zwierzątko - panterę śnieżną, sóweczkę, rysia, niedźwiedzia, wilka, fokę szarą, morświna lub tygrysa, to koniecznie wejdźcie TU.  Poprzez wirtualną adopcję dajecie tym zwierzętom szansę na przetrwanie! Tak jak pisałam wcześniej - adopcja może być ciągła i obejmować comiesięczne darowizny, jak i również jednorazowa. Kwota, którą chcemy wesprzeć WWF zależy tylko i wyłącznie od nas ( minimum to 5 złotych ). Adoptować można 'dla siebie' lub 'na prezent', więc serdecznie Was do tego zachęcam.
Ja jestem przeszczęśliwa, że mogę w jakiś sposób dbać i troszczyć się m.in. o pandy, bo każda pomoc dla nich jak i innych zwierząt czy również przyrody jest przeogromnie ważna! 
Bright Grapefruit - sampler od Yankee Candle z serii Home Inspiration

Bright Grapefruit - sampler od Yankee Candle z serii Home Inspiration

Hej hej! Dziś przychodzę do Was z recenzją samplera od Yankee Candle - Bright Grapefruit. Jest to zapach pochodzący z serii Home Inspiration, z której produkty są dostępne w sklepach Asda w UK. Niestety u nas w Polsce nie była i nie jest dostępna ta seria, nad czym bardzo ubolewam, bo propozycje zapachowe są bardzo ciekawe i z pewnością znalazłyby wielu zwolenników. Bright Grapefruit z jednej strony bardzo mnie ciekawił i nie mogłam się doczekać aż w końcu go odpalę, a z drugiej odkładałam go kilka razy i sięgałam po inne produkty od Yankee. Uwielbiam owocowe nuty zapachowe, zwłaszcza cytrusowe, jednak strasznie nie lubię grejpfrutów i bałam się, że aromat samplera będzie tak samo nieprzyjemny dla mnie jak smak tego owocu. Czy moje obawy były słuszne? 


Sampler prezentuje się przepięknie - wosk jest jasnoróżowy, a naklejka kolorowa i zdecydowanie przyciąga wzrok. Widnieją na niej czerwone, żółte i zielone owoce grejpfruta oraz liście. Moim zdaniem Bright Grapefruit ma najładniejszą szatę graficzną ze wszystkich grejpfrutowych zapachów od Yankee Candle. Głównie przez ten uroczy wygląd byłam tak ciekawa tego samplera, bo skoro tak cudnie wygląda, to czy mógłby aż tak zawieźć zapachem?

Mimo, że smaku grejpfruta nie cierpię, tak ten zapach pokochałam.. Jest to grejpfrut w słodkim wydaniu, bardzo apetyczny! Jest bardzo realistycznie oddany, więc czuć lekko goryczkę charakterystyczną dla tego owocu, ale jednocześnie jest ona przełamana bardzo słodkim aromatem, przypominającym mi cukier. Tak się bałam tej cierpkości, a tu mi ani trochę ona nie przeszkadza, a wręcz uważam, że bez niej byłoby zbyt nudno.



Na sucho jak i po rozpaleniu zapach jest intensywny. Sampler trzymałam długi czas w plastikowej osłonce z innymi świeczkami i tam zdecydowanie dominował zapachem nad innymi. Włożyłam go do szafy z ubraniami na jakiś czas z nadzieją, że i tam wypełni przestrzeń i tak też się stało, a po otwarciu drzwi czuć do razu słodki grejpfrut. Co do zapachu po tym jak już pali się w kominku - jest szybko wyczuwalny w średniej wielkości pomieszczeniu i dosyć intensywnie. Jest nieco delikatniejszy niż na sucho, jednak cały czas bardzo cytrusowy i sprawiający wrażenie, jakby się miało pod nosem świeżo przekrojone grejpfruty zasypane cukrem. Po zgaszeniu zapach unosi się w powietrzu jeszcze do godziny.

Jestem zdecydowanie na tak dla Bright Grapefruit i według mnie jest to fajna propozycja na lato. Soczysty słodki i owocowy zapach, który na pewno spodoba się fanom cytrusowych aromatów! 
Rozświetlający Rytuał z Le Petit Marseillais

Rozświetlający Rytuał z Le Petit Marseillais

Hej!
Wracam do Was z wpisem kosmetycznym - tych zdecydowanie u mnie za mało, ale obiecuję, że będzie ich znacznie więcej! :) 'Rozświetlający Rytuał' od Le Petit Marseillais to rozświetlająca linia kosmetyków, które idealnie sprawdzą się w letnie dni. Muszę Wam powiedzieć, że wcześniej nie miałam okazji używać produktów tej marki, więc tym bardziej byłam ciekawa tego zestawu.

Seria Rozświetlający Rytuał obejmuje takie produkty jak:
- pielęgnujący olejek do mycia ciała z olejkiem morelowym i różanym;
- nawilżająco-rozświetlające mleczko do ciała z olejkiem morelowym, białą lilią i masą perłową;
- dezodorant z olejkiem morelowym i olejkiem z szałwii;


Pielęgnujący olejek do mycia ciała z olejkiem morelowym i różanym

Produkt ma bardzo ładne i praktyczne opakowanie, z którego mi się bardzo wygodnie aplikowało płyn. Posiada prześliczny, dosyć intensywny zapach, który czuć cały czas podczas kąpieli! :kocham: Według mnie zdecydowanie przeważają morele, ale i róże są delikatnie wyczuwalne. :serce: Konsystencja jest gęsta, a co za tym idzie olejek jest bardzo wydajny. Wystarczy niewielka ilość nałożona na gąbkę, żeby mocno się pieniła i wystarczyła na umycie całego ciała. Olejek świetnie sobie radzi z oczyszczeniem skóry. Nie zostawia po sobie tłustej warstwy. Po kąpieli skóra jest gładka, mięciutka, nawilżona i ładnie pachnie, lecz zapach utrzymuje się na niej bardzo krótko. Pomimo zawartości SLS nie wysusza skóry. Buteleczka zawiera 250 ml produktu.

Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Chloride, Glycerin, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Caprylic/Capric Trigliceride, Rosa Damascena Flower Extract, Polyquaternium-7, Polysorbate 20, Citric Acid, Sodium Hydroxide, Sodium Benzoate, Parfum, Citronetlol, Geraniol, CI 47005, CI 1720.



Nawilżająco-rozświetlające mleczko do ciała z olejkiem morelowym, białą lilią i masą perłową

Opakowanie jest bardzo poręczne i posiada pompkę, która ułatwia dozowanie produktu. Pojemność buteleczki to 250 ml. Mleczko ma prześliczny zapach! Wyczuwam zarówno morele jak i lilie, takie pół na pół w intensywności co bardzo mi się podoba, bo spodziewałam się, że morele zdominują zapach, a lilie gdzieś delikatnie będzie można tylko poczuć. Mleczko ma jasnopomarańczowy kolor i lekką konsystencję, dzięki której łatwo się rozprowadza i bardzo szybko wchłania, nie pozostawiając tłustej warstwy na skórze. Musze podkreślić, że wchłanianie jest naprawdę błyskawiczne, bo przy większości mleczek czy balsamów potrzeba z 2 minuty aż się wchłoną całkowicie, a tu trwa to z 20-30 sekund, więc byłam mile zaskoczona! Nawilżenie po tym mleczku jest świetne! Skóra jest miękka i gładka w dotyku. Oprócz tego mleczko ma w sobie złociste drobinki z masy perłowej, które pozostają na skórze i ładnie się mienią w słońcu. Przed użyciem nie byłam przekonana do tego efektu rozświetlenia, ale te drobinki są tak malusieńkie i dają tak ładny, a zarazem delikatny efekt, że bardzo mi się to podoba. Zapach na skórze utrzymuje się jeszcze długo po aplikacji. Jestem zachwycona tym mleczkiem! 

Skład:
Aqua, Paraffinum Liquidum, Glycerin, Lilium Candidum Flower Extract, Prunus Armeniaca Kernel Oil, Caprylyl Glycol, Mica, Silica, Hydrogenated Palm Glycerides, Potassium Cetyl Phosphate, Butylene Glycol, Carbomer, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, p-Anisic Acid, Parfum, CI 77891, CI 15985, CI 19140. 



Dezodorant z olejkiem morelowym i olejkiem z szałwii

Kosmetyk zamknięto w bardzo ładnym opakowaniu, które od razu kojarzy się z ciepłem i słońcem. Atomizer nie zacina się i dozuje odpowiednią ilość produktu. Buteleczka ma 200ml pojemności, więc jest dosyć duża co jest ogromnym plusem. Dezodorant okazał się świetny i zdecydowanie jest jednym z lepszych jakie kiedykolwiek miałam okazję testować! Od pierwszego użycia jestem nim zachwycona! Ma śliczny zapach, który bardzo przypadł mi do gustu. Z początku trochę czuć mocno alkohol, ale szybko się ulatnia i pozostaje tylko piękny owocowy zapach. Fajnie odświeża i nadaje przyjemny aromat, który czuć przez długi czas! Świetnie radzi sobie z maskowaniem nieprzyjemnych zapachów przy normalnej, codziennej aktywności! Taka ochrona trwa niemal przez cały dzień, aczkolwiek przy większym wysiłku nie radzi sobie aż tak dobrze i trzeba go użyć częściej i w większej ilości. Jeśli chodzi o ochronę przed potem to tu też spisał się fajnie. Jestem osobą, która ma niestety problem z nadmiernym poceniem pod pachami, a po użyciu tego dezodorantu czułam się tak jakbym użyła też dobrego antyperspirantu, więc było to pozytywne zaskoczenie, bo wydzielanie potu zostało mocno zmniejszone. Jedynym małym minusem jest to, że kosmetyk kilka razy podrażnił u mnie skórę, co objawiło się lekkim zaczerwienieniem i dosyć mocnym pieczeniem przez ok. 10 minut. Pierwszy raz w życiu miałam taką sytuację, bo nigdy wcześniej przy używaniu jakiegokolwiek produktu tego typu nic podobnego się nie działo. Nie wiem skąd taka reakcja mojej skóry, bo nie psikałam dezodorantem po depilacji.. ale mimo to i tak jestem zdecydowanie na tak. Produkt nie pozostawia śladów na ubraniach czy skórze. Mogłam się z niego cieszyć cały miesiąc.

Skład:
Alcohol Denat, Butane, Isobutane, Propane,Propylene Glycol, Salvia Sclarea Oil,Prunus Armeniaca Kernel Oil,Ethylhexylglycerin, Tocopheryl Acetate,Triethyl Citrate,PEG-40 Hydrogenated Castor Oil,Tocopherol, Parfum, Linalool.

Podsumowując, jestem bardzo zadowolona z każdego produktu! Cała seria pachnie przepięknie! Nuty zapachowe moreli i zapach białych kwiatów lilii wprawiają nas od razu w dobry nastrój, a zapach kojarzy się z latem i słońcem. Co do działania tych kosmetyków również mam pozytywne odczucia, więc chętnie będę sięgać również po inne produkty LPM.
Primark - akcesoria i kosmetyki, które warto kupić

Primark - akcesoria i kosmetyki, które warto kupić

hej! każda z nas mniej lub bardziej lubi zakupy. Ja je uwielbiam, jednak jeśli chodzi o ubrania czy akcesoria to bardziej wolę kupować je przez internet niż stacjonarnie. Gdy zamieszkałam w Anglii, czyli ponad rok temu, moim ulubionym sklepem stał się Primark. Niestety sklep nie oferował zakupów online przez co chodziłam tam tylko raz na jakiś czas, bo w przeogromnym czteropiętrowym sklepie są zawsze takie tłumy ludzi, że już na samym wejściu często ma się ochotę zawrócić do domu.. oprócz tego asortyment sklepu jest na tyle duży, że nawet jak pobieżnie chcę zobaczyć większość rzeczy, które w ofercie ma sklep, to zajmowało mi to czasem z 3-4 godziny. Niemniej jednak uwielbiam Primark, bo można znaleźć tam naprawdę przecudowne rzeczy w świetnej jakości i niskich cenach zarówno jeśli chodzi ubrania, dodatki, buty (dla kobiet, mężczyzn i dzieci), kosmetyki, biżuterię jak i przeróżne artykuły do wyposażenia wnętrz tj. dekoracje i akcesoria do domu.


W dzisiejszym poście chciałabym Wam pokazać moich Primarkowych ulubieńców. Jak wiadomo w Primarku można dostać wszystko w bardzo niskiej cenie, jednak nie zawsze tańsze znaczy gorsze. Ja wybrałam te rzeczy, z których jestem najbardziej zadowolona i które służą mi już przez długi czas, więc jeśli tylko będziecie się zastanawiać nad kupnem czegoś z moich propozycji to bez zastanowienia bierzcie, bo naprawdę warto!



Kapcie pandorożce - 2,5 funta
Panda i jednorożec - dla mnie połączenie idealne. Jest to zdecydowanie moja ulubiona rzecz z tego sklepu. Kapcie są niezwykle urocze, a do tego wyłożone całe w środku pluszowym materiałem, dzięki któremu są mega mięciutkie i ciepłe. Sięgają za kostkę. Mają na podeszwie antypoślizgowe  kuleczki, przez które w zasadzie na początku łatwiej było się poślizgnąć, zwłaszcza na płytkach, ale szybko się wytarły i działają już tak jak należy. 


Kapcie owieczki - 4 funty
Uszy w kształcie pomponików oraz wyszyta słodka buźka sprawiają, że kapcie wyglądają przesłodko. Środek wyłożony pluszowym materiałem. Są ciepłe i mają antypoślizgową podeszwę. Po czasie niestety uszka zaczynają się odrywać, ale wystarczy je przyszyć i są jak nowe. Przy okazji Poduszki w kształcie serc - każda za 3 funty
Prezentują się bardzo ładnie, a do tego są super jakościowo! 


Wiszące kolczyki wkrętki - 2,5 funta
Są w srebrnym kolorze. Mają dwa rzędy zwisających cyrkonii, jeden krótszy. Niestety nie zauważyłam tego gdy wybierałam je w sklepie, ale jeden kolczyk miał o jedną cyrkonię mniej w dłuższym pasku, przez co są trochę nierówne. Na szczęście kompletnie nie widać tego gdy się je założy. Są lekkie i delikatne. Dobrze się trzymają i nie ma obawy, że spadną. Po 2 miesiącach częstego noszenia wyglądają cały czas tak samo jak na początku i nic kompletnie nie sczerniało.  Kolczyki były zapakowane w śliczne ozdobne pudełeczko. Była jeszcze przyczepiona kartka z dedykacją, którą już oderwałam, więc jeśli chciałoby się zrobić komuś prezent to od razu ładne opakowanie i karteczka z głowy.



Kubek termiczny - 3 funty 
Motyw lam i cudowna kolorystyka skradły moje serce! Góra jest odkręcana. Kubek dobrze trzyma ciepło. Szybko się nagrzewa od gorących napoi, ale ma silikonową osłonkę, która chroni przed poparzeniem. Na spodzie kubeczka jest też taka sama guma, dzięki której kubek się nie ślizga. Jest szczelny i nie wylewa się nic po przechyleniu, jednak wolałabym nie ryzykować i nie chować go w torebkę gdy gdzieś wychodzę.



Paletka cieni do powiek Just Peachy oraz rozświetlaczy i róży Cheeky Peachy - każda po 4 funty 
Dwie cudowne brzoskwiniowe paletki, które mnie zauroczyły i to nie tylko swoim wyglądem, ale i również tym jak się spisują. Paletka po lewej zawiera cienie do powiek, a po prawej róże i rozświetlacz. Szczegółową recenzję na ich temat możecie znaleźć TU :)



Paletka korektorów - 3 funty
Posiadam wersję dla jasnej i średniej cery. Znajdują się w niej 3 beżowe kamuflaże w odcieniach ivory, neutral i light beige służące do ukrywania niedoskonałości, ale również fajnie spisują się przy konturowaniu twarzy. Różowym odcień, który neutralizuje żółte tony i żółty przeznaczony do maskowania cieni pod oczami. Korektory mają delikatną kremową formułę i bardzo przyjemnie się rozprowadzają. Mają dobre właściwości kryjące i odpowiednio maskują kłopotliwe miejsca.



Paletka Make Up Squad - 4 funty
Piękne holograficzne opakowanie, które mieni się w świetle na przeróżne kolory, a w środku paletki 4 cienie do powiek: 1 błyszczący (biały) i 3 matowe (fioletowy, różowy i brzoskwiniowy) oraz 2 róże do policzków, jeden matowy, a drugi połyskujący. Kolory cieni świetnie ze sobą współpracują i mają dobrą pigmentację. Trochę się osypują. Róże do policzków mają również super pigmentację i dają ładny, naturalny efekt.


Świeczki zapachowe - każda 1 funt
O tych cudeńkach również już wcześniej wspominałam Wam TU :) Świeczki wyglądają mega uroczo, a oprócz tego dają ładny zapach. Intensywność aromatu jest różna, ale mimo wszystko jestem bardzo z nich zadowolona.


Opaska na oczy z motywem pandy - 2,5 funta
Wykonana jest z grubszego, pluszowego materiału. Gumka mocno się rozciąga i jest też obszyta mięciutkim materiałem, dzięki czemu nie wżyna się ani nie uciska głowy. Wykonanie jest świetne! Bardzo fajny gadżet, ale niestety ja nie potrafię spać w opaskach, więc kupiłam ją bardziej przez sam fakt, że to pandziocha ❤ 


Separatorki do stóp - 1 funt
Zawsze taki gadżet wydawał się mi zbędny, ale jednak skusiły mnie słodkie jednorożce :) Bardzo ułatwiają malowanie paznokci i dzięki nim nie odbija się lakier na palcach. Są z miękkiej gąbki, nie uciskają i nie odkształcają się.


Pianka do oczyszczania twarzy z dodatkiem róży i witaminy E - 3 funty 
Przeznaczona jest do wszystkich rodzajów skóry. Pianka jest bardzo delikatna. Niewielka ilość wystarcza na całą twarz. Ma ładny i delikatny różany zapach, Mały minusik jeśli chodzi o zmywanie - musiałam aż 4 razy przemywać twarz, bo cały czas było czuć lekko tłustą powłokę na twarzy. Wynagradza jednak to świetne oczyszczenie skóry, a oprócz tego pianka sprawia, że jest ona niesamowicie gładziutka i mięciutka w dotyku jak i również lekko nawilżona. 



Silikonowa szczoteczka do twarzy - 1,5 funta
Z jednej strony posiada mięciutkie włoski, a z drugiej uchwyt z miejscem na palec. Przyjemnie masuje skórę twarzy, a przy tym  ją świetnie oczyszcza. Przy dłuższym, systematycznym używaniu zauważyłam również zmniejszoną ilość wydzielania sebum. 


Miętowe kapcie - 2 funty
Oprócz ślicznego koloru uwielbiam je za to jak są cudownie mięciutkie! Z przodu mają zawiązaną kokardkę z pomponikami na końcach sznureczków. Wokół kostki jest wszyta gumka, dzięki której kapcie nie spadają z nóg. Są bardzo wygodne!


Pomadki PS... - każda za 80 pensów
Pierwsza pomadka od lewej 'Cupcake' Lustre jest w pięknym różowym kolorze, zapewnia połyskujące wykończenie, a druga matowa 'Tickle' Matte jest w kolorze brudnego różu. Obie przepięknie i bardzo intensywnie pachną wanilią! Uwielbiam ten zapach we wszystkim, a tu jest on na tyle mocny, że nawet przy robieniu zdjęć cały czas go czułam bardzo mocno i wyraźnie. Pomadki ładnie wyglądają na ustach, chociaż zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu matowa, bo jednak Cupcake wydaje się trochę zbyt cukierkowy i nie pasuje taki kolor do mnie. Co do trwałości to jak za taką cenę jest dobra! Pomadki trzymają kilka godzin bez poprawek, ale tylko jeśli nic nie jemy czy pijemy, bo wtedy znikają z ust w chwilę.

Wpadło Wam coś w oko? Chętnie dowiem się czy macie jakieś swoje ulubione rzeczy z Primarka :) 
PRIMARK - paletki Just Peachy & Cheeky Peachy

PRIMARK - paletki Just Peachy & Cheeky Peachy

Witajcie! Primark jakiś czas temu wypuścił limitowaną edycję 'brzoskwiniowych' kosmetyków. 
Widząc je na stronie internetowej sklepu od razu się w nich zakochałam, bo prezentują się naprawdę przecudownie. Znaleźć można wśród nich m.in. cienie do powiek, rozświetlacze i róże, błyszczyki, a nawet słodkie akcesoria :) Ja zdecydowałam się na dwie piękne paletki  Jestem pewna, że ich wygląd zauroczył Was tak samo jak mnie! :) no nie sposób przejść obok nich obojętnie w sklepie. Niestety muszę przyznać, że znaleźć w Primarku paletki w nienaruszonym stanie jest mega ciężko, bo każda ma albo ślady od palców na cieniach, albo cienie są już pokruszone, a paletka w środku od nich cała brudna.. no niefajnie, że w taki sposób obchodzą się ludzie z kosmetykami. Ja miałam to szczęście, że gdy przeglądałam wszystkie paletki, to podeszła akurat Pani, która wykładała towar na półkach i okazało się, że dokłada również te 'moje' paletki, więc szybko wzięłam dwie nowiutkie i pobiegłam do kasy :)


Pierwsza paletka róży i rozświetlaczy Cheeky Peachy, zawiera rozświetlacz peach twist w złocistym kolorze, matowy róż peachin' w brzoskwiniowym kolorze i połyskujący róż sweet peach w kolorze różowo-brzoskwiniowym. Rozświetlacz i róże są w kształcie serduszek i mają wytłoczone przesłodkie buźki. 


Kolor rozświetlacza peach twist wydaje mi się trochę za bardzo żółtozłoty i nie ma on też najlepszej pigmentacji. Jestem jednak osobą, która nie lubi rozświetlaczy w makijażu, ale jakbym miała go użyć to tylko bardzo delikatnie, więc nie jest to dla mnie żadnym problemem. Róż peachin' jest bardzo napigmentowany, najbardziej z całej trójeczki i trzeba uważać przy nakładaniu żeby nie przesadzić. Nadaje twarzy ładny naturalny rumieniec. Łatwo nabiera się go na pędzel, nie osypuje się i bez problemu się blenduje. Róż sweet peach to odcień, który doskonale nadaje się do delikatniejszego makijażu na co dzień.  Ma dobrą pigmentację. Niestety trochę się osypuje przy nabieraniu pędzlem. Zawiera w sobie niewielką ilość drobinek brokatu, ale na twarzy ciężko dostrzec ich połysk. Jest to jednak mój ulubiony odcień z paletki.


Drugie cudo to paletka cieni Just Peachy. Zawiera 9 cieni do powiek, w tym 4 matowe, 2 metaliczne, jeden połyskujący, jeden perłowy i jeden satynowy. Taka kombinacja różnych wykończeń sprawia, że paletka jest bardzo uniwersalna.

Cienie są prześliczne i mają cudowne kolory, które są idealne dla osoby, która się uczy i nie potrafi się dobrze pomalować - czyli dla mnie. W razie jak coś pójdzie nie tak, to przy tak jasnych i ciepłych kolorach nie jest to aż tak widoczne. Używam głownie matów, ale sięgam czasem też po pozostałe. Na cieniu w samym środku jest wytłoczona przeurocza buźka :) aż szkoda było mi używać tego cienia, żeby nie zanikła.


Cienie mają bardzo dobrą pigmentację, aczkolwiek jedne są nasycone bardziej inne mniej. Osypywanie jest minimalne (w zależności od cienia). Wytrzymują na powiece bardzo długo. Nie maluję się za mocno i staram się nakładać cienie delikatnie, a i tak po całym dniu są nadal bardzo dobrze widoczne.


Paletki mają przepiękne opakowania. Są kartonowe, na pierwszy rzut oka słabej jakości, ale wszystko się świetnie trzyma, nic się nie rozkleja, a karton jest twardy, więc nie mam nic do zarzucenia. Szata graficzna jest przeurocza! :) Na zewnątrz brzoskwiniowy kolor z nazwami paletek, słodkimi buźkami, a w środku czarne kropki na białym tle. Oprócz tego paletki, a w zasadzie cienie i rozświetlacz z różami pachną brzoskwiniami!  Zapach jest trochę sztuczny, ale na szczęście nie przytłaczający. Na początku był trochę zmieszany z nieprzyjemnym chińskim zapachem od kartonowego pudełeczka, ale po czasie się ulotnił i pozostał tylko słodki zapach brzoskwini.
Każda z paletek kosztowała 4 funty. Jestem z nich niesamowicie zadowolona i bardzo Wam je polecam! 
Lampka korona LED, case i kolczyki - czyli małe zamówienie z Rosegal

Lampka korona LED, case i kolczyki - czyli małe zamówienie z Rosegal

Hej! Dziś mam Wam do pokazania kilka perełek z Rosegal. Wszystkie te rzeczy nie dotarły do mnie wcześniej przy moim pierwszym zamówieniu, które pokazywałam Wam TU, bo niestety były niedostępne w chwili zamawiania. Nie musiałam jednak czekać na nie długo, bo już po kilku dniach paczka została wysłana. Tak jak poprzednio jestem bardzo zadowolona z każdej rzeczy, więc serdecznie Wam polecam zakupy w tym sklepie, bo jakość jest naprawdę super, a wygląd rzeczywisty produktów, które od nich mam jest identyczny jak na zdjęciach w sklepie. 


Lampka korona LED - spodobał mi się jej kształt jak i kolor. Wygląda świetnie i posłuży mi jako ozdoba w pokoju jak i również na zdjęciach. Raczej jako lampki nie będę jej używać, bo daje delikatne światło, zbyt słabe jak dla mnie. Wykonana jest z grubego plastiku. Zasilana dwoma paluszkami AA.


Kolczyki z chwostami - są prześliczne i całkiem skradły moje serce swoim wyglądem! frędzelki są bardzo miękkie w dotyku, są równo wycięte i mocno osadzone, więc nic kompletnie z nich nie wypada. Są w pięknym różowym kolorze. Materiał, z którego wykonane są chwosty lekko się błyszczy. Kolczyki mają dodatkowo duży, srebrny kryształek. Jakościowo super! Kolczyki wydają się naprawdę mocne. Zapięcie jest na plastikowe zatyczki. Świetnie wyglądają na uszach i są mega wygodne.


Obudowa na telefon - marmurkowy case na telefon z napisem 'You look lovely today'. Bardzo spodobał mi się jego design. Wykonany jest z elastycznego materiału, który bez problemu się wygina. Ma matową powierzchnię, na której nie odciskają się ślady po palcach. Pasuje na mój telefon idealnie.
Copyright © 2014 pastelowyblog.pl , Blogger